2 września 2013

Nad brzegiem wielkiej rzeki

Tamiza.
Odważyłam się zejść nad brzeg wielkiej wody z drżeniem rąk, nóg i serca. Pierwsze co uderza człowieka w nozdrza i twarz, to dziwny, silny zapach, aczkolwiek nie morski, coś jakby ryba/piwnica/kałuża/po-powodzi/bagna/glony i coś rozdeptanego i zdechłego. Było tam dużo kamieni, dużych muszli, cegłówek, sznurków i innych cudów. Tamiza była w odpływie [jakieś 6-7 metrów] i nie było wiadomo kiedy woda znowu zacznie się podnosić, ale z pewnością mi się adrenalina podniosła.
Oto zdjęcia i dowody.

Tu były zaparkowane coś na kształt łodzi/barek czy coś koło tego. Raczej nie w użytku.



Jak widać rzecz się cała miała pod mostem.
  
 A tu był pabik na górze i schodki dla ciekawskich [takich jak ja] i żądnych przygód [takich jak ja].


 Kawałek kredy/wapnia z klifów z południowej Anglii.


 Woda się lała z rury cały czas, nie wiem dlaczego. Widać gdzie sięga woda podczas przypływu. Może się nie wydaje, ale to naprawdę wysoko.

 Coś tu było. God knows what.

2 komentarze:

  1. Niesamowite i niepowtarzalne zdjęcia !

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, niesamowicie to wszystko wygląda.

    OdpowiedzUsuń