31 lipca 2014

Dzień 3, Dover, White Cliffs.

No i wisienka na torciku, czyli wycieczka do Dover i wdrapywanie się na piękne Białe Klify.
Przecudowne przeżycie i niepowtarzalne widoki. Pogoda była fantastyczna, bardzo ciepło, trochę chmurek i morska bryza. Cudownie.



 Promy do i z Europy cały czas wpływają i wypływają.

Port rybacki i taka ogólna przystań.


Muszę powiedzieć, że chodzenie na boso po tych kamykach jest naprawdę bolesne, ale za to leży się całkiem wygodnie [na ręczniczku, oczywiście]. 



Ścieżka na górę. Wchodziło się prawie na czworaka. Za to z powrotem, zbiegało.

 Kreda

Na zdjęciu, to tak dobrze nie widać, ale na własne oczy, to się naprawdę dobrze widziało brzeg Francji.

    Dalej podejść, to się bałam.

Naprawdę ma się stracha, gdy się idzie tak blisko krawędzi, a po lewej tylko metr zieleni i ściana.




Pa, pa Europa, love you and always miss you xxxxx

2 komentarze:

  1. Piękna wycieczka i widoki zapierające dech w piersiach:)) Po takim wypadzie będziesz miała podwójną energię na dzierganie:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Inspiracji do dziergania nie powinno mi brakować :)

    OdpowiedzUsuń