1 sierpnia 2014

Dzień 4, Wełniane zakupy i park


Jednym z głównych punktów programu moich wakacji były z góry zaplanowane radosne zakupy w węłniastym sklepie.
Zauważyłam, że internetowe dziewiarki często dziergają z nijakiej włóczki Drops. W żadnym wełnianym sklepie, do którego chodziłam, takowej nie było. Przegrzebałam internet i okazało się, że można kupić wełnę Dropsa na moim terenie!! To była wspaniała wiadomość. Miałam na liście aż dwa sklepy! Jeden na południu miasta, drugi na północy. Najpierw wybrałam się do tego na północy. Na miejscu okazało się iż owszem, sprzedają Dropsa, ale tylko on-line. Dropsa nie kupiłam, no ale skoro już byłam w sklepie z pięknymi włóczkami, to byłby grzech wyjść z pustymi "ręcami".
No i kupiłam to:

Przepiękna mięciutka alpaka [50% alpaka, 50% wełna].
Kolor, tak jakby szaro-beżowy. 50g/125m. 3,5-4mm.

I jeszcze to:
 100% merino. Cieniutka niteczka na skarpetki albo rękawiczki.
100g/365m. 2,5-3,5mm.
Pani w sklepie była tak miła i zwinęła mi w kłębek taką specjalną maszynką.

Następnie pojechałam do sklepu na południu miasta i jest! Jest Drops więc dokonałam zakupu.
Oto mój pierwszy Drops:
Tadaaaamm!

 Zielona nitka w takie jakby żółte centki. 65% wełna, 35% alpaka. 50g/75m. 5mm.

Big dady!
Pani w sklepie mi powiedziała, że kolor tej włóczki nazywa się czekoladowo-bananowy... Fajnie!
100% wełna [oj będzie gryzło w szyjkę]. 100g/190m. 5mm [moim zdaniem większe druty].

No i na koniec parę fotek ze spacerku po parku :]









2 komentarze: