15 lutego 2015

niedzielna rozpusta

Pisałam wczoraj o babce cytrynowej, ale na tym jeszcze nie koniec! Dostałam hopla i wzięło mnie na kucharzenie.
Nie jest tak, że jestem zapalonym kuchcikiem, ale lubię pichcić. Czasem coś ugotuję, czasem coś upiekę. Wszystko zawsze zależy od samopoczucia. Czasami na nic nie ma się ochoty, a czasami dostaje się hopla. Czasami przez dłuższy czas jest tak że - za nic w świecie, a czasami nagle - teraz, albo nigdy!  Życie.
Muszę się przyznać, że często lubię próbować nowe przepisy. Zawsze coś sobie zapisuję na jakiś karteluszkach. Większości zapisanych przepisów nie robię..., ale może kiedyś się wezmę ;]
Spisuję przepisy z telewizji, z gazet, z blogów, z youtube. Czasami specjalnie czegoś szukam na internecie, czasami wertuję jakąś książkę kucharską szukając czegoś fajnego, czasami pytam się mamy. Lubię próbować nowe strawy i w ogóle interesuje mnie wszystko czego nie wiem....  Miałam fazę [czasami nadal mam] na gotowanie/pieczenie jakiś dziwnych japońskich stworów i było ok. Nie zawsze wychodzi mi, to co nowego gotuję/piekę. Czasami wychodzi, to co miało, ale mi się nie podoba i myślę sobie: ok, nie jest tak źle, ale to nie moja bajka.

Niby  mój blog nie jest o gotowaniu i pewnie niektórzy teraz przewracają oczami, ale nie samą wełną człowiek żyje.

Rzuciłam się dziś na wołowinkę - tadaaamm!
WOŁOWINA DUSZONA W PIWIE :] To dopiero.
Dziwny [jak dla mnie], ale interesujący przepis. Jeszcze w taki sposób nie gotowałam [tak wiem, jestem zacofana].
Wyszła pyszna. Wołowina duszona w piwie przez godzinę [uprzednio przysmażona] z cytryną i kiszonym ogórkiem! Tak, wyobraźcie sobie :] I żeby jeszcze nie było mało, to pod koniec dolewa się szklankę! wysokoprocentowego alkoholu. To dopiero jazda bez trzymanki. Ja dałam mniej, bo po primo miałam mniej mięsa, niż przepis wołał, a po drugie primo - cała, jedna, wielka szklanka - really?!


Wyszło kwaskowato, ale interesująco i po spałaszowaniu całego talerza spokojnie i z zadowoleniem klepiąc się po brzusiu,  mogłam sobie pogratulować: TO BYŁO PYSZNE :-D

Z kaszą gryczaną i brukselką - perfekt
mniam, mniam  :]

No i jak rozpusta, to rozpusta na całego!
Na deser RYŻ NA JABŁKACH.
Wszyscy pewnie znamy tradycyjny sposób pieczenia w piekarniku ryżu na tartych jabłkach z cukrem i cynamonem i wszystko polane zimnym sosem truskawkowym? Pychotka. U mnie w domu tak się robiło.
Tym razem zrobiłam to samo, ale inaczej.
Garnek wysmarowałam masłem, ułożyłam plasterki cytryny, na nich połówki wydrążonych jabłek. Posypane cukrem pudrem [lub zwykłym], cynamonem, posiekanymi migdałami i rodzynki. Na to ryż i jeszcze garść rodzynek i wszystko zalewamy wodą i gotujemy na małym ogniu 30 min.


Również to danie wyszło ciekawie. Trochę kwaskowe, ale i słodkie jednocześnie. Fajne. W sumie też by się prosił jakiś sos do tego..., ale już nie wiem co zrobić.
Wiem...! Sos jabłkowy może byłby fajny?

Jabłuszka się fajnie upiekły/ugotowały, nic się nie przypaliło. Super.
Pozdrawiam mniamoście :-D i polecam!

4 komentarze:

  1. Wołowina w piwie z kiszonymi ogórkami to bardzo interesujące zestawienie. Skoro piszesz, ze pyszne to widać wołowina lubi trochę kwaskowatości, a alkohol z pewnością sprawia, ze jest krucha.
    Deser ryżowy jest super, ładnie wygląda i pewnie jeszcze lepiej smakuje. Co do sosu do niego, to mógłby być waniliowy lub gęsta śmietana... a może gałka waniliowych lodów na wierzchu tak, by się topiła dając pyszny sos?
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, śmietana! No przecież. Nie pomyślałam. Z lodami, to też super pomysł. Jak będę pamiętać, to jutro dokupię :]. Z tym ogórkiem do wołowiny, to też byłam zaskoczona i myślałam, że w gotowaniu jakoś zaniknie, ale gdzie tam. Pokrojone kawałeczki były tu i ówdzie i miały nadal swój smak! W przepisie było żeby dać tylko jeden ogórek pokrojony. Fajny smak wyszedł. Pozdrawiam i dzięki :]

      Usuń
  2. Ciekawe przepisy a brukselki nie umiem gotować żeby pozbyć się goryczki:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi goryczka nie przeszkadza, ale tak sobie teraz pomyślałam, że przecież zupełnie zapomniałam dosmażyć bułkę tartą na brukselkę. Ale to nic, jutro jest też dzień..., bo mi jeszcze duzio zostało tego jedzonka - tralalala :] pozdro :]

      Usuń