15 marca 2015

Thames Path

W pochmurny wiosenny dzień wybrałam się na spacer wzdłuż południowego brzegu Tamizy w okolicy Plumstead. Oczywiście przeszłam tylko maleńki skrawek [trochę ponad kilometr], bo jak wiadomo jest to dość długa rzeka, która przepływa przez dość duże miasto. Chciałam pooglądać miejsca, których jeszcze nie widziałam. Zwłaszcza, że rzeka wypływając z miasta i dopływając do morza bardzo się rozszerza. Uznałam ten fakt za bardzo interesujący.  Ku mojemu zasmuceniu nie było tam nic ciekawego. Po drugiej stronie nie skończone wysypiska śmieci, składowiska złomu, jakieś magazyny, przeładowywania i wyładowywanie i t.d.
Po mojej stronie, gdzie spodziewałam się że będzie park, albo przynajmniej jakiś teren zielony, był wysoki płot, a za nim nieskończone chaszcze nie do przedarcia. Była tylko ścieżka i ja. Po lewej rzeka, po prawej płot, pośrodku ścieżka i nie wiedziałam, jak długo tak będzie to szło. Jak w końcu doszłam do jakiś zabudowań i ścieżka zaczęła być promenadą, odetchnęłam z ulgą: uh, wreszcie cywilizacja więc znajdźmy jakiś autobus i wracajmy. Resztę tamizowej ścieżki zostawiam sobie na później. Choć nie wiem, czy tam wrócę. Chciałam trochę dzikiej przyrody z daleka od betonowego miasta. Nie znalazłam. Pewnie trzeba będzie pojechać jeszcze dalej.

 
 Rozpoczynam moją wędrówkę brzegiem rzeki od wejścia na zorganizowaną aczkolwiek trochę obskurną promenadę.

 Tamiza miała właśnie odpływ i niestety pozostawiła po sobie widok okropnego mułu.

 Jakiś malutki strumyk wpadał do rzeki.


W pewnym momencie betonowa promenada się skończyła i zaczęły się takie wały.

 Dalszą wędrówkę kontynuowałam piaszczystą drogą.


Jak widać, na drugim brzegu rzeki były właśnie jakieś takie... różne coś tam.
 




 Później skończyła się drożyna i znowu zaczęła się promenada i pierwsze oznaki terenów zamieszkałych przez ludzi.

Zaczął się przypływ i woda zaczęła wracać. Na zdjęciu widać, jak wysoko rzeka sięga w przypływie [linia zielonych schodów].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz