18 kwietnia 2015

blokowanie skarpetek

Zamówiłam i zakupiłam sobie przez internet takie ot skarpetkowe blokery. Nie dało rady kupić ich w żadnym dziewiarskim sklepie, bo po prostu nikt ich nie ma. Generalnie sklepy z wełną w Londynie są moim zdaniem, bardzo kiepsko zaopatrzone we wszelkie przyrządy dziewiarskie. Wszyscy mają to samo. Druty i gadżety firmy Pony. Nie cierpię drutów od nich, bo zarówno te z podwójnymi końcówkami, jak i te z żyłką, nie mają oznaczeń ile to milimetrów, np.  3mm, 2,25mm czy 4mm, czy cokolwiek. Jak się pomylą, to koniec. Trzeba je mierzyć. Mam jeszcze bambusowe druciki i na nich jest wypalone ile to milimetrów i wszystko gra. A poza tym, jeszcze mnie irytuje to, że ten Pony ma taki monopol w każdym sklepie. Wszędzie Pony. Owszem, nie powiem, zdarza się, że się trafi na jakiegoś innego producenta, ale wtedy wszystko jest jakieś takie idiotycznie drogie. Raz kupiłam takie niemieckie druty z żyłką 2,75mm za wygórowaną cenę i szybko się okazały g..... warte, bo błyszcząca powłoczka na druciku się zdrapała i zaczęło wyłazić brzydkie, czarne żelastwo i tylko patrzeć kiedy zacznie rdzawić  i zaciągać nitkę. Jak coś jest drogie, to nie oznacza, że jest dobre.
No, ale dosyć tego narzekania, bo nie o tym miałam pisać.
Pisałam, że skarpetkowych blokerów nie można kupić w sklepie i dlatego zamówiłam sobie przez internet i szybciutko przyszły i bardzo się cieszę. Zamówiłam sobie mały rozmiar, bo takie mam małe nuzie. Wydaje mi się, że powinno być ok.

Już nie mogę się doczekać blokowania skarpetek! Trzeba szybciutko zacząć dziergać DUZIO skarpetek :-D



Bardzo się cieszę z moich blokerków, bo już dawno chciałam je mieć :]

Ps. Tak mi się z kojarzyło: blokery z blokowiska... ziom ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz