1 września 2015

Santa Maria Manuela i Dar Młodzieży w strugach deszczu

 W piękny, letni dzień wybrałyśmy się z koleżanką zwiedzać i podziwiać przepiękne dwa żaglowce zacumowane przy Greenwich [Londyn]. Pogoda iście angielska, czyli deszcz i zimno :-]. Tak tu jest i trza z tym żyć. [Słyszałam, że w Polsce susze, rzeki wysychają?]


Na brzegu Greenwich Pier wsiadłyśmy do małego promu, którym podpłynęłyśmy do pewnego rodzaju platformy, z której wchodziło się na statki. Było bardzo mokro i ślisko, ale też bardzo ekscytująco i radośnie. 



Pierwszym statkiem była piękna, filigranowa Santa Maria Manuela z Portugalii. 

Z góry muszę wszystkich przeprosić i przygotować na pewnego rodzaju rozmazania na zdjęciach. Są one wynikiem deszczu na moim aparacie fotograficznym. Każde zdjęcie było wyczynem. Ciągła walka pomiędzy wycieraniem obiektywu, staraniu się nie upuścić aparatu na pokład [lub do wody], a utrzymaniem nad głową parasolki i zalewającym wszystko deszczem :-]




Tu ja na Santa Maria, z tyłu Dar. [już lewy rękaw mojej kurtki totalnie mokry].

 Czyż nie jest pięknie?

To zdjęcie Santa Mari jest zrobione z Daru.

 Santa Maria Manuela, tak samo jak Dar Młodzieży, służy jako statek szkoleniowy.


Po zwiedzeniu Santa Maria udałyśmy się na kolejną, wyższą platformę, która łączyła oba statki i z niej weszłyśmy po bardzo śliskich i stromych schodkach, na Dar Młodzieży.



Chyba na tym zdjęciu widać cudownie idealne strugi deszczu :-]









 Dwa osobniki z Krainy Deszczowców podglądały co jest w budce sterowniczej ;-]






Na zwiedzanie miałyśmy godzinę. Mogłyśmy się swobodnie przemieszczać między oba statkami, ale najwięcej czasu spędziłyśmy na Darze. No bo wiadomo, to nasz, polski statek i chciałyśmy sobie wszystko dokładnie obejrzeć i być jak najbliżej i jak najdłużej na żeglującym skrawku Polski. 

To było cudowne, nie zapomniane, wzruszające i bardzo uszczęśliwiające przeżycie, a non-stop lejący deszcz, jak z cebra, tylko nas rozśmieszał :-]]]


Wszyscy biegali [choć raczej dostojnie spacerowali] po pokładzie z parasolkami w rękach, lub w jakiś kapokach przeciwdeszczowych, ale i tak wszystko było mokre, również nasze prospekty.


Myślałam, że przyjadą zwiedzać Dar Młodzieży głównie Polacy, ale nie, byli to głównie Anglicy, parę Portugalczyków, a Polaków można było policzyć na palcach jednej ręki, w tym my dwie.

Byłyśmy przemoknięte i trochę zmarznięte, ale uśmiechnięte i zadowolone. Po powrocie do domu wypiłyśmy sobie polską herbatkę z malinami i miodkiem :-]]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz