28 września 2015

Zwierzątka małe i duże

W słoneczną niedziele wybrałam się do pewnego parku, o którym wiedziałam,  że mają tam zwierzątka,  które już dawno chciałam zobaczyć.  Parę razy już tam byłam (2) , ale za każdym razem sekcja parku ze zwierzętami była zamknięta,  głównie z powodu deszczu. Tym razem było otwarte więc w podskokach obcykałam wszystko co widziałam.  Najpierw  baranek.


Baranek był oswojony i bardzo przyjazny. Wsadzał łeb pomiędzy szczeble ogrodzenia domagając się karmienia, ale nikt nie śmiał go karmić, bo każdy widzi, że przecież ma pełno trawki i jego opiekunowie dbają żeby miał co jeść. Czekolady pewnie by i tak nie jadł, a istoty ludzkie tylko to miały.
Oczywiście, najważniejsze co musiałam zrobić, to dotknąć sierści - TEJ PRAWDZIWEJ, NAJPRAWDZIWSZEJ WEŁNY!
Sierść była bardzo gęsta, miękka i ciepła, ale strasznie się kleiła i trochę była zakurzona. No wiadomo, baranek na łonie natury  ;].  Przeżycie było super i byłam bardzo uszczęśliwiona, że wreszcie mogłam dotknąć prawdziwą owcę/baranka.
Zdjęć z bliska nie mam, bo byłam zbyt zajęta mizianiem.





No i oczywiście piękne, fajne i śmieszne [i dość małe] ALPAKI!!
Również, byłam bardzo uszczęśliwiona że mogłam je wreszcie poznać z bliska i zobaczyć co to takiego, co mi dostarcza cudowną, ciepłą alpakę :-]


 Słońce przygrzało [około 20 stopni] i alpaki grzały futerko :-]

 O, tej tak dobrze na słońcu, że aż szczerzy zęby.

Ta sobie dostojnie spacerowała, tu i ówdzie skubiąc traweczkę.

Były też zwierzątka pomniejsze:

Kura,

króliczki, które chowały się przed słońcem

i koziołek.

Na koniec, dżażnienie kota ;]
Siedzi sobie taki ot kotek na ogrodowym stole i duma nad życiem. Ja w domu, za szybą wołam go, a on:

- hmm, coś słyszę,
- tak, dobiega mnie głos,
- mnie się woła?
- z okna na piętrze?
- mam Cię!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz