21 stycznia 2016

Rusałka

Taka rusiałka błotna ;-]
Kilka tygodni temu, właściwie chyba tydzień przed świętami bożego narodzenia, zakupiłam sobie online kilka włóczkowych prezentów pod choinkę. Między innymi była to piękna Baby Alpaka Silk Dropsa. Piękna, delikatna, gładka, miękka, a zarazem mocna nitka. Kupiłam jej chyba z 10 kłębków, bo chciałam zrobić sobie sweterek, ale okazało się, że niteczka jest bardzo cienka. Na banderoli jest podane, że na druty 3,5 mm więc myślę sobie, spokojnie mogę zrobić na drutach 4 mm, niewielka różnica. W sumie nie, jest różnica, bo nitka jest bardziej na 3 mm, albo i mniej, a nie na 3,5 mm i do tego śliska, bo z jedwabiem. No cóż, trudno, pomyślałam sobie, nie będę się męczyć, dorzucę jeszcze jedną cienką nitkę i wtedy mogę dziergać na drutach 4,5 mm. Nie za bardzo mogłam znaleźć taki sam odcień zimnego, morskiego niebieskiego więc dorzuciłam biały i całkiem ładnie wyszło. Wyszedł taki jakby bury turkusik, którego zbytnio nie widać na zdjęciach, ale musicie mi uwierzyć na słowo.
Jeden kłębek tego Dropsika ma długość 167 m. Nie wiem, jak to się stało, ale normalnie zużyłam chyba tylko 4 motki. Masakra. Co ja zrobię z resztą? ...kiedyś na coś się użyję :-], nie zmarnuje się :-] Jak bym wiedziała od początku, że tak będzie, to nie łączyła bym niebieskiej z białym akrylem, tylko dałabym podwójną nitkę Dropsa.
Sweterek dziergałam na mnie i musiałam cyrklować rozmiar Pi razy drzwi, bo... Nie wiem, jak wy, ale ja raz kiedyś nauczyłam się jednego sposobu dziergania raglana na mój ówczesny rozmiar i późniejsze wszystkie swetry dziergałam według jednego schematu i ilości oczek i było ok. Do czasu... :-/ Zaczęłam zauważać, że każdy kolejny sweter wychodzi mi jakiś przymały, jakby zbyt obcisły, ...hmm... czy to ja przybrałam na wadze, czy co? No niestety, świat nie jest idealny i trzeba teraz zwiększać ilość nabieranych oczek. Już nie ma rozmiaru S, nawet już pomiędzy S i M też nie. Teraz jest M, jak byk, i to takie solidne M. Wkrótce będzie pomiędzy M i L ...życie. No i tak cyrkluje teraz te oczka do mojego "nowego" rozmiaru, dziergając i modląc się żeby wyszło.
Wyszło. Co miało nie wyjść?

Ot i Rusałka Błotna Wieczorową Porą:


W czasie dziergania wymyśliłam sobie taki rodzaj ażurowego rozpierdaczka na klacie co by więcej miejsca się zrobiło i się rozepchało, i wypchało... ;-] Ażurek najpierw powiększa ilość oczek, a potem je zbiera.

Niebezpieczne zbliżenie...
[niepełnoletni niech zakryją oczy]


Od początku wiedziałam, że chcę zrobić sobie taki dekolt w serek i to dość głęboki. Nie wyszedł szczególnie głęboki i w sumie bardzo dobrze.
Miałam nadzieję, że jak będę dorabiać kołnierzyk, to jakoś ładnie mi się ułoży z ażurkiem. Starałam się, jak mogłam, tak wyszło, jak wyszło. Może zaokrąglony dekolt byłby lepszy? Nie wiem, ale wiem, że ma to co chciałam i jest bardzo fajnie.


Przód i tył jest wydziergany oczkami prawymi, a rękawy lewymi. Po raz pierwszy zrobiłam takie połączenie. Byłam ciekawa, jak to będzie wyglądać i czy będzie mi się podobać. Właściwie nie mam opinii. Może być, może nie być. 


Dość ładnie i ciekawie to wygląda, ale jakoś nie wzbudza to we mnie wielkiej sensacji. Wiem, że niektórzy to bardzo lubią lewą stronę. Ja chyba jednak preferuję prawą.


Również, po raz pierwszy zrobiłam takie zakończenie swetra. Z boku rozdziabia się na dwa i tył jest o dwa rzędy dłuższy. Mogłam zrobić trochę jednak dłuższy ten tył. No, ale i tak mi się podoba. Nie wyszło może zbyt estetycznie, ale ładnie leży [ na mnie ]. Jest ok.




Gdy prawie już kończyłam dziergać ten sweterek, to myślałam sobie; że będzie za mały, albo za duży, że będzie za długi, że dekolt będzie za duży, że rękawy za krótkie. Ohhhh. Też tak macie? Pomimo przymierzania [ w przypadku raglana] i mierzenia, nadal się martwicie, że coś nie wyjdzie?
Najfajniej było z rękawami.
Wydziergałam odpowiednią długość - 45 cm, zszyłam pod pachami, powinno być ok, no nie?  Namoczyłam, rozpłaszczyłam, przyszpiliłam i zmierzyłam - było 41 cm. - Ki czort? - myślę sobie - bez przesady! Odszpiliłam, naciągnęłam na 43 cm. No, będzie good, a jak będzie za krótko, to się dorobi. Sweter wysechł. Przymierzam. Rękawy, jak widać na zdjęciu powyżej. I weś się w tym wszystkim połap.




17 stycznia 2016

Śnieżek, czapka i dwa parki.

Tyle nam śniegu napadało w nocy, a właściwie może nad ranem. Tyle co kot napłakał. Pomimo to i tak się cieszę, bo nie wiadomo czy jeszcze spadnie w tym roku jakiś śnieg.


Wczoraj wieczorem przed zaśnięciem sprawdzałam pogodę. Zapowiadali, że nazajutrz ma padać śnieg, yy-hm, ile razy ja już to słyszałam, nigdy nie pada.  Pomimo to, w razie czego, jakby co, nastawiłam budzik żeby wstać wcześnie [niedziela!], żeby złapać domniemany śnieżek nim się rozpuści i porobić zdjęcia nowej, wydzierganej czapce. Budzik zadzwonił o 7.30. Wstałam, odsunęłam zasłonki, spojrzałam za okno... Owszem [zdziwiłam się] było troszkę śnieżku, byle co. Zrobiłam kwaśną minę, obkręciłam się trzy razy w kółko i wróciłam do łózia na jeszcze troszkę snu..., bo... jeśli śnieżku jest tylko troszkę, to czym się tu ekscytować i fatygować z wstawaniem, ubieraniem i wczesnym wychodzeniem z domu na takie ciapkowe, mokre zimno, [temperatura dodatnia] skoro do pracy się nie musi, bo niedziela. Grzech.
No i tak kisiłam się w tym łóżku [wcale nie ciepłym] do 8.30 nie mogąc już ponownie zasnąć i zastanawiając się - właściwie wstać, czy nie wstać? Doszłam do wniosku, że istnieje prawdopodobieństwo, że to jedyny śnieżek w tym roku więc głupio by było zmarnować taką okazję i nie pójść do tego parku, nie popstrykać zdjęć, nie popatrzeć, nie podeptać śnieżku i nie nacieszyć się tą namiastką prawdziwej zimy.
Wbrew pozorom [zazwyczaj wstawanie jest powolne, ociężałe i bardzo nieszczęśliwe] w jednym skoku wyskoczyłam z łózia, ubrałam się, chwyciłam aparat i czapkę, zarzuciłam buty i wyleciałam na dwór. Nawet nie zjadłam śniadania, nie umyłam zębów, ...bo czas ucieka i niedługo zlecą się do parku lokalni tubylcy, podepczą cały śnieg i zagęszczą atmosferę, a ja przecież muszę mieć czas i miejsce na robienie zdjęć czapce bez rozdziawionych gapiów. Choć muszę przyznać, że generalnie przechodzący, gapiący ludzie są raczej pozytywnie i sympatycznie zaciekawieni i często się uśmiechają, ale ja lubię pstrykać zdjęcia w prywatności, bo inaczej to się peszę ;-]
Wybiegłam z domu i powstał dylemat, do którego pójść parku: do tego większego, ale bardziej dzikiego, gdzie będzie mniej ludzi, czy do tego ładniejszego, ale gdzie będzie ludź na ludziu [wkrótce].
Wzięłam autobusik do tego większego i dzikszego... i to był troszkę błąd, bo na miejscu okazało się, że tam pełno błotka, a ja nie założyłam odpowiednich butów. Popstrykałam tylko parę zdjęć niedaleko wejścia. Zawinęłam ogon i szybciorem podreptałam, a raczej pociapałam po błotku na autobusik żeby pojechać do tego drugiego parku i zdążyć jeszcze przed ludziami.


Śnieg i czapka kłóciły się kto jest gwiazdą dnia. 

Zazwyczaj nie robię pomponików w moich czapkach, nie za bardzo lubię, ale podoba mi się, jak inni mają czapki z pomponami.  Przy tej czapce zrobiłam wyjątek, bo wydawało mi się, że pompon będzie świetnie pasował.


 Jejku, śnieżek na mojej czapce! Prawdziwy śnieżek :-]

Jakoś mi się bardzo podobało to drzewo :-]

Szarówka i błocko.

Z początku miałam w planie przejść przez ten park, ale właśnie w tym miejscu zdecydowałam, że nie ma co się pchać, dalej będzie tylko gorzej, a z pewnością nie lepiej. Nie miałam kaloszków na nóziach i niestety musiałam poświęcić prawdopodobne, ładne, śnieżne widoki. Postanowiłam popstrykać parę zdjęć w tym miejscu, w którym się znajduję i biec do drugiego parku.

 Czapa wisi na drzewie.

Czapa leży na drzewie.


Na niebie chmury. Szarówka. Niestety nie był to słoneczny, mroźny dzień z błękitnym niebem i  ostrym, przejrzystym, świeżym, zimowym powietrzem. No cóż, nie można mieć wszystkiego. W sumie, jak chcę sobie pooddychać takim powietrzem, to muszę po prostu jechać do Polski. :-]
Zawinęłam się i pobiegłam na przystanek.


A oto już w drugim parku [Crystal Palace]

 Ciemne, praktycznie czarno-białe zdjęcia, bo pogoda taka ciemna :-[

 Kreaturki pod kołderką śnieżku.

 W tym miejscu śnieg leży całkiem ładnie. Powinnam była od razu przyjechać do tego parku i nie tracić czasu na tamten.

 W niektórych miejscach, to śnieg miał na tyle grubą warstwę, że mi tak przyjemnie chrupał pod nogami  :-]
Trochę ludzi spacerowało z psami, ale nie było jeszcze bardzo pełno.


 Warstewka zamarzniętej wody :-]
Ten park definitywnie jest ładniejszy i ciekawszy.

 Ten odnowiony, zielony dinozaur po lewej, miał nawet manicure zrobiony. Chyba też muszę sobie kupić taki ładny, biały lakier do paznokci.

 Czapka też chciała popatrzeć.

Zimne, kacze nóżki.

 - A teraz tańczymy w kółeczko.

Czapusia na mostku chciała sobie popatrzeć z jednej strony...


... i z drugiej strony.


Czapeczka wydziergana na drutach 4,5 mm [4mm ściągacz] z Drops Nepal, 65% wełna i 35% alpaka.

 A tak oto wyglądała reszta parku. Miałam sobie powędrować dalej, ale już mi się nie za bardzo chciało. Paluszki w rękawiczkach zmarzły od pstrykania zdjęć. Choć nie było jakoś wyjątkowo zimno [ mrozu nie było] , to jednak pragnęłam już iść do domu i napić się czegoś ciepłego... zjeść w końcu to śniadanie, wykąpać się...


Pozdrawiam i do następnej wycieczki :-]

Ps. Acha, wiem że nie pokazuję zbyt wiele w tym miesiącu, ale dziergam cały czas dzielnie i zawzięcie. Trochę też sprułam to co wydziergałam, ale pomimo to, jeden sweterek jest już prawie skończony, a drugi w dużej mierze zaczęty więc ... może nawet w tym tygodniu pojawi się coś nowego... :-D

5 stycznia 2016

Szara myszka

czyli Autumn's End Alany Dakos. Już raz zrobiłam ten sweterek, właściwie to dokładnie rok temu, też w okresie świątecznym. Tym razem, sweterek został wydziergany w prezencie dla kogoś. Wydaje mi się, że będzie dobry i będzie się podobał. Włóczkę kupiłam dwa lata temu i pamiętam na pewno, że również był to okres świąteczny - tuż po świętach, jak teraz! :-] Zazwyczaj nigdy nie kupuję szarej włóczki [oprócz tej], nie przepadam za szarym, jest dla mnie... nudny. Jak tak się zastanowię, to wydaje mi się, że nawet nie posiadam ani jednego szarego ciuszka... hmm, mam jeden bardzo jasno szary polar. Jak byłam nastolatką, to pamiętam, że miałam szary sweterek i bardzo go lubiłam, był bawełniany [jakoś coś koło tego]. Nosiłam go kilka lat, aż w końcu do niczego się nie nadawał. Zazwyczaj nie wybieram szarego. Osoba, dla której wydziergałam ten sweterek, poprosiła o szary sweter półtorej roku temu i akurat miałam już kupną tą szarą włóczkę więc powiedziałam, że zrobię..., półtorej rok później się zrobił. Lepiej późno niż wcale. Włóczka Sublime 100% extra fine merino. Ja to bym nie powiedziała, że jest to extra fine, raczej całkiem takie normalne merino. Dość delikatne i miękkie, nie powiem, ale nie to żeby od razu extra fine. Takie przeciętne. Wydziergane na drutach 4,5mm, głównie.
Najważniejsze, że sweterek jest i jest fin-nie :-] [fajnie] :-D









Dziergałam go od dołu do pach, potem zostawiając w tym miejscu wzięłam się za rękawy. Potem dołączam rękawy do korpusy i dalej dziergałam do góry zmniejszając ilość oczek przy raglanowych skosach. Powiem szczerze, byłam już bardzo zmęczona tym sweterkiem i pomimo iż popełniłam poważne błędy, nie było mowy żeby pruć i poprawiać. Chciałam to skończyć.  Wygląda dobrze. Jak palcem nie pokażę, to nikt się nie skapnie... chyba.










Ps. Szary, jak szara, ponura i mokra, angielska pogoda przez 11 miesięcy w roku ;-]